Wigilia. Jedna w biegu gubi buty, druga zalicza każdy pień.

UWAGA! PIERWSZY ŚNIEG!

Pamiętajcie żeby zmienić jesienną kurtkę do pępka na zimową kurtkę -koniecznie- do pępka. Przecież wolimy wyglądać modnie niż wystawić się na pośmiewisko w ciepłym płaszczu do kostek. I wybij sobie z głowy czapkę!

Święta tuż, tuż. Ja daję się ponieść szaleństwu i z tej okazji wyszperałam dla Ciebie kilka przepięknych fotek aby wprawić Cię w magię świąt. Nie będę pisać co  masz kupić, gdzie i jak, bo po pierwsze nie chcę mi się, po drugie i tak zrobisz po swojemu! Dzisiaj chciałabym się z Tobą podzielić cząstką mojego świata  🙂

U mnie Wigilia wyglądała mniej więcej tak:

  1. 9:00- kobiety oporządzają chałupę i organizują jadło. Mężczyźni jak to mężczyźni silnym ramieniem służą do wniesienia choinki oraz zawieszania ozdób, które sięgają powyżej dwóch metrów. A! I najważniejsze! Znoszą bombki z tego nieszczęsnego poddasza, gdzie odbywają się uliczne walki szczurów. Szacuneczek.

2. 15:00- żeby nie zostać okrzykniętą- wyrodną ciotką/siostrą- młodsze pokolenie przejmuje stery w malowaniu bombek  i strojeniu drzewka. Nie oszczędzając sobie przy tym przedrzeźniania: „Oj do Alicji w tym roku Mikołaj chyba nie przyjdzie” hahahahha

3. 18:00- pora na ogarnięcie facjaty i doprowadzenie się do porządku. Przecież cały dzień czekałam żeby założyć moja nową sukienkę, która sprawi, że będę wyglądać szałowo podczas kolacji! Czas do kolacji: 1 h.

4. 19:00- kolacja. Najwięcej czasu zabierają życzenia, bo fajnie jest wykazać się kreatywnością i 15stu osobom życzyć czegoś innego. Ok. Załatwione. Siadamy do stołu, gdzie prym wiodą pierogi z kapustą i grzybami, więc wszyscy się na nie rzucamy. Niestety udało się wyrwać tylko po 3! Ale! Nie przejmujemy się, bo każdy szanujący się domownik ma schowaną dodatkową porcję w wiadomym tylko jemu miejscu. Także luz, jemy bez spiny. Śpiewamy kolędy, siostra coś tam „Cicha noc” próbuje na skrzypcach (próbuje, bo nie ma wyjścia. Albo zagra -byle jak- ale zagra. Albo nie zagra i wysłucha, że po co te lekcje muzyki i na co tyle piniondza w skrzypce poszło). Ostatecznie gra. My się cieszymy, i jesteśmy dumni. Śpiewamy!

5. 20:30- podarki. Co?! Mikołaj nie istnieje? Żarty żartami, ale bez takich! Święty przychodzi. A ja Go za to szanuję.

-hoł hoł hoł czy są tu jakieś grzeczne dzieci?

-to płaszcz cioci Beaty! hihi To ciocia Beata!!! hihi

-hoł hoł hoł ciocia Beata pożyczyła mi swój płaszcz, bo zimno na dworze a ja swój zgubiłem hoł hoł hoł

(Ewidentnie maja nas za czubków, nie hihi)

I tak to mniej więcej kiedyś wyglądało. Coś pięknego! I co Ty na to człowieku małej wiary?! Teraz wygląda to tak:

-Wow! Dzięki! Już myślałam, że rózgę dostanę.

-mój mózg: Wow, sama sobie ten prezent debilko kupiłaś.

I wiecie co? Też jest pięknie!!! Najpiękniej!

6. 22:00- obowiązkowe wpadki bycia dorosłą, ale tylko na 73% bo się trochę boję.

Po kolacji wymykam się z siostrą do lasu i jak te stare lokomotywy na stacji- kurzymy pety. Nagle, gdy docierają do nas światło zbliżającego się do posesji auta zaczyna się wyścig z czasem. Serio! Jedna w biegu gubi buty, druga zamiast sprint slalomem pomiędzy drzewami, konsekwentnie zalicza każdy pień, w miedzy czasie wylewając na siebie butelkę perfum i wrzucając do japy pół paczki gum. Oooo Panie! Ostatecznie triumfujemy.

7. Mieszamy wszystko z Kevinem samym w domu, samym w NY, po raz 1, 3 czy 5 – obojętnie! Jedno jest pewne: Kevin musi być! Ewentualnie „Rudolf czerwononosy”.

8. 24:00- Pasterka na moście, na bilardzie w kościele. To ta msza święta, z której wracasz zadowolony i natchniony 70cio procentowym samogonem lokalnego Obeliksa Duchem Świętym. Liturgia ma swoje skutki również następnego dnia. Objawia się kacem niepohamowaną chęcią świętowania narodzin Pana.

Na koniec powiem Wam tylko tyle, że jestem stara i jesienną kurtkę (worek) do kolan zamieniam na zimowy płaszcz (ocieplany worek) do kostek. I – o zgrozo- czapkę. Z prezentów cieszę się tak samo, ale bardziej cieszy mnie radość małych szkrabów kiedy te prezenty otwierają. Uwielbiam kiedy babcia śpiewa kolędy. Kiedyś te same kolędy śpiewała nam gdy mieliśmy po 10 lat. Potem śpiewała je młodszym od nas a teraz śpiewa je swoim prawnuczkom. To coś niezwykłego. 20 lat temu to my pajacowaliśmy i zgrywaliśmy się czekając na śmiech i brawa, dzisiaj my jesteśmy tymi, od których braw oczekują. W tej chwili jedynym moim życzeniem, i największym prezentem od życia jest to- żebyśmy za rok usiedli przy stole w tym samym składzie lub żebyśmy w ogóle do tego stołu usiedli. I dziękuję za te wszystkie cudowne święta, które dane było mi doświadczać. LOVE!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *